Pierwsze frykasy w 2.0.1.3.

ben_ufo_

Mimo ostrej zimy, wydawcy konkretnie ruszyli z premierami.

Nie zawiódł jak zwykle ostatnio klub Fabric. Seria mixów wydawanych przez londyńską wytwórnię powinna trafić do kapsuły czasu i odesłana w przyszłość, by tam zwiastować przyszłym pokoleniom, jak zajebista mogła być elektronika u progu XXI wieku. Ben UFO z numerem Fabriclive 67 nie zawodzi. W jak zwykle eklektycznym i energetycznym secie idzie na wskroś wszelkim trendom, klubowym modom i mruganiu oczkiem ku jakiejkolwiek sezonowej koterii. Napierdala muzyką tak soczystą i niejednoznaczną, że po wszystkim błaga się o więcej i więcej. Sama lektura i rozszyfrowywanie klucza doboru do plejlisty przyprawia o ciarki na plecach a słuchanie tego to już czysta, wysmakowana przyjemność.

SBTRKT_live

Jednak pierwszym albumem 2013 roku, który poleciał w moim odtwarzaczu, był „Live” SBTRKT-a. Perkusista w masce plus zapadający w pamięć wokal Samphy mieliśmy okazję widzieć w Szczecinie na żywo przed dwoma laty, na festiwalu Boogie Brain. SBTRKT był wówczas tuż po wydaniu premierowego albumu, na początku niekończących się tras koncertowych, podczas których konsumował popularność swej prześwietnej płyty. „Wildfire”, „Pharoahs”, „Hold on” – minęło dwa lata a te kawałki to wciąż niesamowite koty robiące furorę na parkiecie i nie tylko zresztą. Płyta live była więc naturalną konsekwencją tak dużej popularności i… trudno powiedzieć o niej cokolwiek złego. To prawie ten sam materiał co na debiucie, ograny tylko na żywych instrumentach i nieco inaczej poaranżowany. Album jest fajny, ale wyostrzył tylko apetyt na nowe dokonania SBTRKTa. Starych wolę słuchać z oryginalnej płyty.

Za to zupełnie premierowy materiał dostarcza Amerykanin Falty DL. Przekozacki producent, który dał się poznać kilka lat temu, jako twórca mocno zindywidualizowanych post-basowych hybryd. Ma już na koncie jeden album, parę epek, świetne remiksy i występy w Polsce na festiwalu Nowa Muzyka oraz mnóstwo świetnych podcastów. Album „Hardcourage” to efekt współpracy z prestiżową Ninja Tune, która jak na mój gust wciąż ma problemy ze znalezieniem sobie miejsca we współczesnej elektronice. Obchodząca niedawno jubileusz dwudziestolecia wytwórnia najgrubsze lata ma już raczej za sobą i choć zaliczała parokrotnie ostre pikowanie z artystyczną jakością, to ostatnie pogubienie jest jakby bardziej konkretne. Ale miało być o Falty DL. No właśnie. Może ten album zwiastuje odwrócenie trendu dla Ninja, bo płyciwo to jest bardzo zacne. Nowojorczyk nigdy nie szedł równym kursem i doskonale wychodzi mu mieszanie gatunków, dlatego tym razem także nie jest łatwo. Jazz opleciony dubowymi echami, przenikający się z melancholijnym rave. Plus oczywiście house (a jakże), ambitne, jungle i garażowe łamańce. Na deser Ed Macfarlane z Friendly Fires w numerze „She sleeps”. Kawał porządnego albumu. Witaj 2013 roku. Brnę w to dalej!

, , ,

  1. #1 by sayyesofficialweddingdressesblogsite.edublogs.org on 08/04/2013 - 5:12 am

    This particular blog post, “Pierwsze frykasy w 2.0.1.3.
    | bassandculture” was in fact outstanding.
    I am producing out a backup to clearly show my personal good friends.
    Thanks for the post-Stanley

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: