Sounds of Music 2012 by Jarek Jaz

street1

Podsumowania roku to taki miły moment w życiu, kiedy można poprzypominać sobie najfajniejsze dźwięki minionych miesięcy. Nawet te lekko już przykurzone i rzadziej lądujące w prywatnej rotacji. Rok 2012 można podsumować jednym zdaniem – ocean zajebistej muzyki. Mnóstwo albumów, dwunastek, podcastów, epek, do których chce się wracać. Żal trochę, że basowych ciekawych dźwięków coraz mniej na korzyść house i techno, ale nie ma co wybrzydzać. Taneczna elektronika ma się dobrze a rok jeszcze się nie skończył, bo Burial zapowiedział na święta swoje premierowe numery.

Jak każdy prawdziwy obywatel RP zacząłem od narzekania, ale co zrobić, kiedy termin dubstep, który jeszcze nie dawno stał na straży basu w muzyce, dziś jest wyświechtanym sloganem, szarganym po najpodlejszych rozgłośniach radiowych i potańcówach. Perłą przed dubstepowym wieprzem bezwzględnie był jednak album ostatniego wojownika mistycznego basu Mali – „Mala In Cuba”. To czyste muzyczne dobro narodziło się podczas gościnnej wizyty w przybytku rodziny Castro i stało się najjaśniejszym promykiem wśród mrocznych ostępów dubstepu.

„Mala In Cuba” blisko jest wciąż kultury soundsystemu i szczepi ją na dziewiczy dotąd grunt, mieszając bejslajny rodem z DMZ z kubańską rytmiką. Robi to perfekcyjnie dobierając wokalistów do tanecznych perełek, jak „Como, Como”. Budując napięcie poprzez toczące się wolno „Mulata”, „Tribal”, czy „Revolution”. Czy też zręcznie oplatając fortepianowe rozpryski davisowską trąbką, jak w „Calle F”. Mala na Kubie nie kłania się tamtejszej muzyce. Bierze z nią za bary i interpretuje według własnych standardów. Robi to w genialny i niepowtarzalny sposób.

Damon Kirkham aka Jon Convex też wie jak poruszać się pośród lepkich basów. Z Boddiką, w ramach Instra:Mental przerył się przez drum’n’bass osiągając producenckie wyżyny i wychodząc daleko poza gatunkowe schematy. Na albumowym debiucie „Idoru” wspólny mianownik jest słyszalny od pierwszych dźwięków. To techno. Są tu i masywne basy i rave’owe zapędy, flirty z 2stepem, ale album napędzają takie kawałki jak techhouse’owy „New Model”, czy „What I Need” z udziałem Velvita. Finał tej płyty jest jak pieprzona kulminacja najbardziej okrutnego thrillera. Najpierw „No Love” z udziałem Breakage, a więc bas, bas rytm, pętla, bas, bas i ostatnie, najbardziej wyrafinowane danie, tytułowe „Idoru”, elektro w przepięknym stylu kanonicznej Drexciyi. Album kopie dupę, ale nie brak mu wcale popowej łagodności i klubowego sznytu.

jess

Królową popu zostaje bezkonkurencyjnie Jessie Ware. Frapowała w duetach z Sbtrkt’em i Jokerem, ale dopiero solowy debiut pokazał na co ją stać. Jak świetnie i z wyczuciem wczuwa się w rolę, nieco zapomnianej już – jak na obecne standardy, eleganckiej divy. W czasach autotune’ów, wyreżyserowanych póz i ustawek z paparazzi, stawia na bycie damą w klasycznym stylu. Uwodzi naturalnym wdziękiem, głosem i piosenkami. „Wildest moment”, „Running”, „110” to perełkowy pop. Żadnego zadęcia, żadnej pozy. Album „Devotion” to po prostu klasa.

Dla kontrastu, obok słodkiej Jessie, dorzucę Death Grips, najbrutalniejszy hip hop ostatnich lat. Tyler i chłopaki z OFWGKTA mogliby czyścić im buty swoją drogą. Pierwszym albumem wydanym przez D.G. AD 2012 był „The Money Store”. Kawałek CD mogący rozpierdolić cały irański arsenał atomowy odpowiednio podkręconym potencjometrem. Podobną siłą dysponował Kevin Martin w czasach „The Brotherhood of the Bomb” Techno Animal albo Dalek. Panowie z Death Grips jeńców nie biorą. Industrial, obłąkańcza elektronika, horror hip hop, szatańskie melodeklamacje – w takim otoczeniu czują się najlepiej. Kilka miesięcy temu wydali kolejną płytę „No Love Deep Web” z ogromnym, wzwiedzionym chujem na okładce. Trudno się dziwić, że zostali wykopani z hukiem z dużej wytwórni, która miała wypuścić ten materiał, który siłą wyrazu nic nie ustępuje temu z „The Money Store”.

„Playin Me” Cooly G wydana w barwach najcudowniejszej oficyny na świecie – Hyperdub – to chyba najbardziej autorska wersja tanecznej elektroniki na świecie. Album wydany bez oglądania się na trendy, liczbę beatów na minutę, modne brzmienia i inne tym podobne zajawki. Zagrany, wyprodukowany w domu i zaśpiewany przez Merissę Campbell, potrafi zahaczać i o junglowe wibracje, uk funky’ową rytmikę, no i rockową melancholię. Bo numer Coldplaya „Trouble” w wersji Cooly G jest coverem, którego mogę słuchać non stop.

Andy Stott znalazł się w moim ubiegłorocznym podsumowaniu z dwupłytową dekonstrukcją dubowego techno na „Passed Me By” i „We Stay Together”. Jego tegoroczna propozycja „Luxury Problems” nie jest może tak wymagająca, ale to nawet i dobrze. Brytyjski producent nie staje w miejscu. Dodaje swojej muzyce głębi, tajemnicy, mroku. Dzieckiem tych eksperymentów są spowolnione, zmutowane house i techno. Tym, co wyróżnia je z bezkształtnego chaosu, są kobiece wokalizy, które nadają ekstremalnym bądź co bądź dźwiękom człowieczego wyrazu. Otwierająca album kompozycja „Numb” to dzięki pięknemu głosowi, niemalże radiowa pioseneczka.

ben klok

Podcasty, kompilacje i mixy to sfera podlegająca oddzielnej ocenie, ale Fabric 66 zmiksowanego przez Ben Klocka nie mógłbym pominąć. Suche, oszczędne, pozbawione jakichkolwiek ozdobników techno, ma tu iście pierwotny vibe. Nawet Josh Wink (wprawdzie poddany remikserskiej obróbce) nie brzmi tu wieśniacko. Jest mrok, jest dub, jest deep, jest funk i wszystko na swoim miejscu, co być powinno.

Jedną z ostatnich płyt tego roku, która wpadła mi w łapy, i zarazem wielkich niespodzianek, jest album producenta Madteo „Noi No”. Trwający godzinę bezkompromisowy materiał, który trudno zaszufladkować, bo roztacza się gdzieś na przestrzeni zamglonego microhouse’u, tajemniczego techno i elektronicznych eksperymentów, podczas których Madteo tnie, zapętla i nawarstwia tworząc niecodzienne dźwiękowe kolaże.

=================================

Wszyscy wiemy, że nie samym basem i elektroniką człowiek żyje, więc są też inne płyty, do których wracam przez cały rok. Jedna z nich to wesoły i optymistyczny indie rock w wykonaniu Egyptian Hip Hop na krążku „Good Don’t Sleep”. Przy takich piosenkach, jak „Yoro Diallo” nawet w zimową noc świeci słońce.

Frank Ocean był w tym roku na ustach wszystkich. Barwna indywidualność wydostała się z kręgu OFWGKTA, gdzie zapewne nie mógłby tak rozwinąć talentu, jak zrobił to na debiucie „Channel Orange” dając światu doskonały, zrelaksowany, nowoczesny soul/hip hop. Przy okazji ogłosił publicznie, że jest gejem, co mu pewnie w hip hopowym macho światku wielbicieli nie przysporzyło, ale pomogło w sprzedaży albumu, który wart jest kupna. Ot co.

Mariaż jazzu z hip hopem nie jest dziś ani niczym nowym, ani oryginalnym. Trudno też w tym temacie zaproponować coś ciekawego. Udało się to świetnemu pianiście Robertowi Glasperowi, który na „Black Radio” zaprosił takie osobistości, jak Mos Def, Bilal, czy Eryka Badu. Na deser zaś zagrał na pianinie „Smells Like Teen Spirit” Nirvany, no i okazało się, że mariaż jazzu z rapem (i rockiem) może być jak najbardziej zajebisty. Peace & Love.

, , ,

  1. #1 by heavybrooke on 12/12/2012 - 11:34 pm

    Piękne podsumowanie i w pełni się zgadzam, że rok 2012 jest naprawdę rokiem świetnych nowości muzycznych.
    Od razu zapraszam na mój osobisty blog, gdzie także będę prowadził różnego rodzaju recenzje🙂

    • #2 by szy on 13/12/2012 - 9:33 am

      ale krypto reklama ;D

  2. #3 by Efate on 13/12/2012 - 8:15 am

    Hmm troche zabraklo gdzie album scuby clubroota o nie mowic juz o the xx

    • #4 by heavybrooke on 13/12/2012 - 9:17 am

      No jednak the xx rozwaliło ostatnim ich albumem, ale cóż. I tak dobre wątki zostały poruszone, więc lajt.

    • #5 by Bass&Culture on 27/12/2012 - 12:56 pm

      wybór czysto subiektywny, każdy ma do takiego prawo

  3. #6 by szy on 13/12/2012 - 9:33 am

    niezła selekcja😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: