In Mala we trust, ale nie tylko…

Mala – Mala In Cuba
Brownswood

Żeby nie było. Nie pojeździliśmy w te wakacje po festiwalach czy różnych fajnych przybytkach, gdzie firmują dobre dźwięki, ale wciąż czujnie badamy puls muzyki. Trzeba przyznać, że w ciągu minionych tygodni nam puls podskoczył wielokrotnie. Przede wszystkim z powodu człowieka, który wciąż daje nadzieje, że dubstep to jednak nie jest szmira z radiowej plajlisty a kawał solidnego, muzycznego mięsa. Mala nawet nie musiał jechać na Kubę, żeby udowodnić swoje podejście do dubu i przekonać nas, że nie idzie na kompromisy. Ale zrobił to. Zapakował się wraz z Gillesem Petersonem, który wydaje tę płytę oraz Simbadem i ruszyli chłonąć kulturę Havany. I co? Ten album niech stanie się kolejnym ogniwem dla pogrzebanego przez Bengę i Skreama dubstepu. Niech będzie undergroundowym Buena Vista Social Club, by rozbrzmiewać na każdej fajnej imprezie, w każdym szanującym się klubie. Jak dla mnie jest dziełem na miarę cyfrowych kubańskich interpretacji Billa Laswella, czy jazzowych ballad Marca Ribota z „The Prosthetic Cubans”.

Wspomnieni ojcowie-założyciele Benga i Skream wyprowadzili dubstep daleko od jego źródeł, ale w miejsca, za którymi nie bardzo chciałbym nadążać. Wolę „Mala In Cuba”, który wciąż blisko jest kultury soundsystemu i szczepi ją na dziewiczy dotąd grunt, mieszając bejslajny rodem z DMZ z kubańską rytmiką. Perfekcyjnie dobierając wokalistów do takich tanecznych perełek, jak „Como, Como”. Budując napięcie poprzez toczące się wolno „Mulata”, „Tribal”, „Revolution”. Czy też zręcznie oplatając fortepianowe rozpryski davisowską trąbką, jak w „Calle F”. Mala na Kubie nie kłania się tamtejszej muzyce, tylko bierze z nią za bary i interpretuje według własnych standardów. Robi to w genialny i niepowtarzalny sposób. Dubstepowy album roku.

Jon Convex – Idoru
Convex Industries

Kilka linijek wyżej to pionier Mala uciekał jak najdalej od aktualnych skojarzeń z brzmieniem powszechnie znanym jako dubstep. Na „Idoru” robi to inny innowator gatunku Damon Kirkham aka Jon Convex. Obiera zupełnie inne kierunki, ale efekt jest równie frapujący, jak u Mali. Naprawdę, te wakacje grubo dołożyły do pieca. Convex to urodzony eksperymentator. Z niejakim Boddiką, w ramach Instra:Mental przeryli się przez drum’n’bass osiągając producenckie wyżyny i wychodząc daleko poza gatunkowe schematy. Teraz na albumowym debiucie Convex także nie obiera jednej drogi, ale wspólny mianownik jest słyszalny od pierwszych dźwięków. To techno. Są tu i masywne basy i rave’owe zapędy, flirty z 2stepem, ale album napędzają takie kawałki jak techhouse’owy „New Model”, czy „What I Need” z udziałem Velvita (a więc Dbridge’a). Za chwile surowy „Aversion” i przestrzenny, oparty na jednym klawiszu „About Her”. No i finał tej płyty jest jak pieprzona kulminacja najbardziej okrutnego thrillera (np. „Pluję na twój grób”, który ostatnio widziałem). Najpierw „No Love” z udziałem Breakage, a więc bas, bas rytm, pętla, bas, bas i ostatnie, najbardziej wyrafinowane danie, tytułowe „Idoru”, elektro w przepięknym stylu kanonicznej Drexciyi. Album kopie dupę, ale nie brak mu wcale popowej łagodności i klubowego sznytu. Cóż to po prostu kolejna płyta tego sezonu.

The XX – Coexist
Young Turks

Choć drugi album XX premierę ma dopiero 11 września, to zdążył już wykapać do sieci i powisieć na streamie, gdzie został gruntowanie obadany, między innymi przeze mnie. Na ich kolejny krok czekali wszyscy fani brytyjskiej muzyki. Bo? XX urasta do rangi alternatywnych gwiazd z UK, grających ambitny pop, podobną do tych jakie produkowały płodne lata 90. Doskonale radzi sobie w tej estetyce. Zamieszanie jakiego narobili debiutem spotęgowały jeszcze kolejne remiksy alternatywnej śmietanki i solowa działalność producenta Jamie XX’a, którego klubowe inklinacje mocno odczuwalne są na nowym krążku.

“Coexist” miał pokazać XX ich z innej perspektywy. Jak zapowiada wytwórnia – mądrzejszych, bardziej pewnych siebie i swoich umiejętności, a jednocześnie nadal nad wyraz wrażliwych. Wytarte frazesy, ale na szczęście pozostające tylko w wyobraźni PRowców. Płyta broni się tak jak poprzednia, przepiękną muzyką, jednorodnym i od razu rozpoznawalnym brzmieniem, nastrojem kojarzonym jedynie z XX. To prawda, że podkłady są nieco bardziej połamane, że więcej tu garage’owych inspiracji, ale to nie one nadają tu tonu. To jest po prostu The XX. Wokale, oszczędne dźwięki, cisza, spokój. Tu nie ma rozczarowań. Dla mnie to formacja na miarę The Cure i taką karierę im wróżę.

Jessie Ware – Devotion
Island

Jessie Ware przywraca wiarę w pop. W czasach autotune’ów, wyreżyserowanych póz i ustawek z paparazzi, stawia na bycie divą w dawnym stylu. Uwodzi naturalnym wdziękiem, głosem i piosenkami, pomijając stadny galop ku fleszom, skandalom i czerwonym dywanom. Jej debiut sprostał oczekiwaniom. Moim na pewno! To, że “Devotion” będzie bardzo wyjątkową pozycją wśród tegorocznych wydawnictw, byłem pewien od pierwszego singla i klipu – “Running”. Choć to na wskroś nowoczesny numer, przywołuje vibe i otoczkę muzyki lat 80/90. Nie tej prostej, syntezatorowej sieki, ale najlepszych momentów Sade (tak, tak to już dość wytarte porównanie), czy Whitney Houston. Może po wydaniu debiutu to stwierdzenie nieco na wyrost, ale Jessie ma charyzmę obu tych pań i gdy tylko właściwie pokieruje karierą, będzie po prostu wielka. Bo świetna jest już teraz. “Running” jest także ozdobą płyty. Podobnie jak znane wcześniej “Wildest Moments” i “110%”. Numery balansujące pomiędzy doskonałym pop rockiem, r’n’b, soulem a muzyką klubową wsparte są oszczędną produkcją występującego niegdyś w Szczecinie Julio Bashmore’a (IV edycja festiwalu Boogie Brain) i Dave’a Okumu. Poza nimi zaskakuje hip hopowym “No to Love”, mocno nawiązującym do dawnych gwiazd “Night Light” i eleganckim, delikatnym “Swan Song”. Żadnego zadęcia, żadnej pozy. Tu jest po prostu klasa.

, ,

  1. #1 by princess on 03/09/2012 - 8:59 am

    każdy album sprawdzony i podpisuję się własnym sutkiem pod tymi opiniamii

  2. #2 by princess on 03/09/2012 - 9:00 am

    opiniami – bez tych niekończących się ‚i’😛

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: