odsłuch odsłuch odsłuch odsłuch odsłuch

Beastie Boys – Hot Sauce Committee part two

Ze wszystkich chłopaków na świecie, Beastie Boys zaskoczyli mnie ostatnio najbardziej. Nie wierzyłem już, że wydadzą album, który potwierdza, że nieśmiertelność istnieje, że wiek się nie liczy, że nawet pod 50-tkę wciąż można być chłopakami, którzy potrafią rapować i robić świetne numery. Nagrali świeżo brzmiącą, wciągającą, zabawową old schoolową płytę kopiąc w jaja w zasadzie każdym numerem, ze wskazaniem na „Make Some Noise” i „Lee Majors Come Again”. Wymienianie ich po kolei nie ma zresztą sensu. Album wiezie od początku do końca a bonus w postaci półgodzinnego filmu będącego wariacją z tematu „Fight For Your Right (To Party)” z „Licensed To Ill” zamiata wszystko. Zapomnijcie o słabościach w stylu „Hello Nasty”, ta płyta to prawdziwi Beastie Boys!

Africa Hitech – 93 Million Miles

Daleki jestem od osądów, że ta płyta to geniusz choć łatwo w sieci natknąć się na podobne opinie. Nie dlatego, że jest słaba (bo nie jest) a z czysto subiektywnych powodów. Nigdy nie byłem wielbicielem brzmienia sygnowanego przez Warp (wydawcę krążka). IDM-owskie fazy, które rządziły w latach dziewięćdziesiątych i kojarzone są przede wszystkim z Warpem, konkretnie rozmijały się z moim poczuciem rytmu i tak zostało do dziś. A w przypadku „93 Million Miles”, mam wrażenie, że to próba napisania współczesnych, basowych, zmutowanych brzmień na modłę IDM. Próba heroiczna i zakończona powodzeniem jako wydarzenie o charakterze artystycznym, ale powodująca w moim układzie nerwowym lekkie przepięcia. Wszelkie wątpliwości i kręcenie nosem mijają tylko w jednym momencie, gdy w odtwarzaczu wchodzi „Out In the Streets”. Ten juke-dancehallowy tune z loopowaną frazą reggae’owego przeboju Ini Kamoze jest genialnym przykładem, jak z dość prymitywnych gatunków wyprodukować frapującą futureskę. Killa! Ale reszta zdecydoiwanie mniej. Od Spaceka i Pritcharda spodziewałem się deczko więcej sound systemowych rozwiązań w stylu „Too late”. Może prostsze, ale za to jak buja. Nie mniej album wart polecenia wszystkim poszukującym świeżych muzycznych strzałów.

Marco del Horno – Wake up Call

Marco pochodzi z Londynu, czyli wiadomo, że odrobił lekcje z łamania bitu. Nawet jak jest to bit house’owy, to Marco zrobi tak, żeby nie było to proste 4×4. Poza tym jest niezłym didżejem radiowym, ma swój program w Rinse FM, gdzie gra całkiem fajną muzykę i jakiś czas temu wykonał fajny remix „Night Air” Jamie Woona. Skoro Marco pochodzi z Londynu, to również doskonale wie, że dubstep to obecnie dojna krowa, na fali popularności której łatwo można wbić się na wyższe stawki za granie i szybciej trafić w gusta publiki. Więc na płycie są nawiązania do dubstepu. Wprawdzie w strawnych proporcjach, ale za to z brzmieniem sugerującym momentalnie, że Marco ma gdzieś kontemplację basu i wali na skróty. Są też nawiązania do garage, bo Marco ma słabość do słodkich melodyjek. Trafiają się rapowane fragmenty podobne do The Streets a w niektórych numerach śpiewa wokalistka o swojsko brzmiącym imieniu Halina. Jest poprawnie, zdecydowanie zbyt poprawnie. Jak na debiut, Marco sprawia wrażenie, że chciałby trafić w gusta wszystkich. Może też próbuje udowodnić, że świetnie czuje się w różnych stylistykach i mógłby zagrać na każdym weselu.

Emalkay – Eclipse

Dubstep skończył się, kiedy Benga i Skream postanowili zrobić album strawny przeciętnemu fanowi rejwu i nagrali Magnetic Mana. Amen. Nieco poważniej – od czasu, kiedy ten projekt okazał się sukcesem na dużą skalę, tym śladem pomknęli Nero a za nimi rzesza naśladowców – dubstep zaczął stawać się złotym cielcem, któremu błyskawicznie grozi ślepy zaułek. Nie obawiam się o jakość tune’ów dostarczanych regularnie z kręgu DMZ i podobnych im mistyków basu, ale średnio mnie jara miejsce, w którym obecnie próbuje odnaleźć się cała rzesza ciekawych producentów. Dlatego „Eclipse” okazał się cudownym orzeźwieniem po serii rozczarowań. To album pokroju „Foundation” Breakeage’a. Żywy dialog pomiędzy jungle a dubstepem, poszukiwanie nowych dróg dla zarośniętych już prawie chwastami ścieżek. Dancefloorowa, rejwowa petarda nie ulegająca przesadnie ani światłom dyskoteki ani wobble’owym wygłupom, krocząca własnym torem pod czujnym okiem moderatora. „Fabrication”, „Crusader”, wreszcie singlowe „When I Look at You” a po drodze jeszcze parę gwoździ pozwoliło mi uwierzyć, że to jeszcze nie koniec .

100 Percent Pure Dubstep – mixed by DJ Hatcha

To koda nowoczesnej pop music. Kanał komunikacji, który za chwilę zassają ikony popkultury. Genetycznie modyfikowana hybryda zmieniająca kształt i wygląd na potrzeby sytuacji. Zwiastun końca epoki i początku nowej, kiedy Hatcha, jeden z pomysłodawców rozwijającego się od dekady gatunku, podsumowuje go w trzypłytowym wydawnictwie będącym swego rodzaju podzwonnym. Tu jest wszystko. 60 numerów, hity, brzmienia, remiksy, wersje, wreszcie sposób ich prezentacji i przechujowy tytuł rodem z Ibizy. Najlepsze i najgorsze momenty podane w idealnych proporcjach. Dla fanów starych i nowych, których ta kompilacja ma przede wszystkim przyciągnąć.

, , , , ,

  1. Beastie Boys x Santi Gold x Spike Jonze « bassandculture

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: