Chase & Status – No More Idols

Naprawdę lubimy tych dwóch kolesi. Wciąż wyglądają tak, jakby nigdy nie mieli zamiaru skończyć studiów, jeden ze swoich numerów zatytułowali „Duppy Man” a na dodatek jarają się robieniem przebojów, a my z kolei na maksa lubimy ich słuchać. Nad swoją pierwszą płytą siedzieli trzy lata. Wyszło „More Than a Lot„. I Chase, i Status są naprawdę świetni pracując nad drum’n’bass, ale dla jeszcze większego hajpu zgrabnie prześlizgnęli się na wzrastającej właśnie gwałtownie fali popularności dubstepu (Eastern Jam)  i wydusili z tego parę funtów dla siebie. Trudno też pominąć najlepszy funkowy tune końca dekady, czyli „Against All Odds” z Kano i idealnie nadający się do świecenia zapalniczkami na koncertach „Pieces” ze smutnym wyznaniem Plan B, jak to jest kiedy się nie ma laski, a żeby było jeszcze bardziej smutno, to ta ostatnia zdemolowała ci chatę na do widzenia. To wszystko plus neoficko-gitarowe remiksy numerów Nneki i White Lies czyni z Chase & Status najbardziej epickim i antemicznym duo, jakie wygenerował w ostatnich latach ze swoich trzewi Londyn. Warto dodać, że na koncertach brzmią jak zdrowo napierdalająca hejwi metalowa kapela przełomu lat 80/90, która na wokal zatrudnia wyłącznie facetów śpiewających falsetem.

Tymczasem objawili się z drugim krążkiem, który już w tytule niesie całkiem nośne przesłanie. Po otwarciu pudełka adrenalina wcale nie spada. Ale po kolei:

No Problem – patrzy wyżej – Chase & Status szlify zdobywali na drum&bassie. Są w tym mistrzami. Numer rozpędza się w trzy sekundy, za chwilę zwalnia, potem znowu. Panowie idealnie czuwają nad tempem i to ty masz problem jeśli za tym nie nadążasz.
Fire In Your Eyes (ft. Maverick Sabre) – white cock guiar rock meets dubstep. W 2012 to Chase & Status wraz z Magnetic Man będą gwiazdami festiwalu Glastonbury z gościnnym udziałem Slasha na solówkach a Prodigy będzie grało na supporcie. Pozazdrościli samym sobie, że tak dobrze wyszedł remiks White Lies, więc postanowili zrobić „coś w tym samym stylu”. \m/
Let You Go (ft. Mali) – yeah! antem! antem! antem! Jest melodia, jest wokal, jest czaaaaaaad. Nie wiem, czy Metallica męcząc z pamięci „Master of Puppets” po raz 3999 dałaby radę temu numerowi, który chłopaki włączają po prostu z laptopa na imprezach i wszyscy chodzą po ścianach.

Blind Faith (ft. Liam Bailey) – riskept C&S. Po prostu. Wrzucenie tego numeru o odpowiedniej porze na imprezie powoduje przepalenie wszystkich bezpieczników i tłum jest już tylko bezwładną masą unoszącą się w rytm jaki mu się dyktuje.
Fool Yourself (ft. Rage & Plan B) – hahahahahahahahahahahahahahahahaahahah. Zestawienie wokali Rage’a i Plan B daje komiczny efekt. Duet Zack de la Rocha i Elton John to nie jest to, co świat chciałby usłyszeć, a tak właśnie wyszło. Sory.
Hypest Hype (ft. Tempa T) – no dobra. Nie wiem, jak tam inni, ale ja puściłem pawia.
Hitz (ft. Tine Tempah) – rapujemy do ciężkich brzmień. Kano w „Against All Odds” z poprzedniego krążka robi to z nieosiągalnym dla T.T. w tym numerze flow. Już zapomniałem jak to leciało.
Heavy ( ft. Dizzee Rascal) – nie znam się na ludzkiej psyche aż tak bardzo, ale daję głowę, że każdy (no 90 proc.) spośród undergroundowych artystów w UK zazdrości Rascalowi tego, że olał łamanie bitu i pocenie się przez całe życie za małą kasę. Nic to, że jego muzyka obecnie jest niestrawna a on sam robi z siebie pajaca. Za to wciąż potrafi być szybki i ciągle dobrze wypada przy dźwiękach milion lat świetlnych lepszych niż „Bonkers”.
Brixton Briefcase (ft. Cee Lo Green) – taki featuring powinien elektryzować. Co najmniej. Cee Lo Green dźwiga głosem najsłabsze numery, jest mistrzem ceremonii, jest duszą, jest ostatnim żyjącym soul brotha (no może przesadzam). Ale dlaczego przespałem ten darksajdowy, gówniany numer?
Hocus Pocus – abra kadabra bim sala bim. Ej stary, wytwórnia mówi, że ma być 15 numerów na płycie a my mamy dopiero 14. O jajebie, to trzeba coś jeszcze zrobić, jakieś małe czary mary.
Flashing Lights (ft. SubFocus & Takura) – SubFocus to miszcz. Chase & Status to miszcz. Magnetic Man to też miszcz. Aha, no i Nero to też miszcz. Wszyscy jesteśmy miszczami i będziemy na listach przebojów już zawsze.
Embrace (ft. White Lies) – zawsze wiedziałem, że ożenienie rocka i drum’n’bassu to nie moja ścieżka. Niech wszyscy się tym zachwycą, ale to-nie-mo-ja-ście-żka. Chyba, że wrzucam to do słuchania w samochodzie rano, w drodze do pracy.
Time (ft. Delilah) – powoli wygaszamy imprezę. To było świetne party. Naprawdę. Mnóstwo ciekawych gości, brzmień, dużo drumów, liquid funk, troche dubstepu, ludzie tańczyli, pili drinki. Delilah zaśpiewała doskonale na sam koniec prawie że.
Midnight Caller (ft. Clare Maguire) – przypuszczam, że w ten sposób żegnają się ze swoimi fanami na koncertach romantyczno-hejwimetalowe-goth zespoły. Jest nieco patetycznie, wolno, trupioblady makijaż już spływa od gorąca po ryju, no i najwyższa pora napić się wódki.
End Credits (ft. Plan B) – nie wiem, czy o tym numerze trzeba coś mówić. Obejrzyj „Harry’ego Browna” człowieku, posłuchaj jak to brzmi na koniec tego filmu, zobacz moment, kiedy Plan B przestał być po prostu raperem a stał się wokalistą, daj się rozpierdolić przegenialnym wałkiem na sam koniec tej w sumie fajnej płyty.

, , , , , ,

  1. #1 by szy on 29/01/2011 - 10:27 am

    zastanawiam się, kiedy liczba mnoga zacznie mnie irytować 😉

  2. #2 by bassandculture on 29/01/2011 - 4:12 pm

    liczby pojedyńczej, gifów, cycek i innych części ciała używamy na szyszce. tu panują inne zasady ;d

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: