Yep, żegnaj 2010

Przez ostatnie dwanaście miesięcy na mojego magicznego zena (thnx szy!) i foobara trafiła rekordowa liczba zassanych kilobajtów prześwietnych dźwięków.

Podcasty, sety, albumy, dwunastki, szlagworty.

Takie, o których będę pamiętał i jeszcze długi czas zawracał sobie nimi głowę.

Tradycyjnie to, co najlepsze, powstało w studiach i pewnie też w sypialniach Londynu i okolic. Bas, rytm, brzmienie, futuregarage, postdubstep, transgresja, ewolucja, krok naprzód, zmiany – w tym zawiera się wszystko to, co regularnie wyrywało mnie z butów i unosiło ponad chodnikami przez ostatnie 52 tygodnie życia.
Najmniej fajnie w tym wszystkim prezentuje się lista albumów, których nie pokazało się jakoś wiele, ani nie były specjalnie ciekawe. Przede wszystkim oczekiwań nie spełnił Magnetic Man, który miał być petardą podłożoną pod mainstream a okazał się daleko idącym kompromisem, który z dubstepu miał wygenerować dodatkowe pieniądze dla gości z Sony. Skream i Benga to pierwszoligowi zawodnicy i być może osiągnęli to, co chcieli ale ta płyta poza kilkoma oczywistymi przebojami, to paw. Dlatego teraz z przerażeniem obserwuję poczynania Nero na brytyjskich listach przebojów.

Najlepsza dubstepowa płyta tego roku to „Quest for the Sonic Bounty” Horsepower Productions – idealnie zważone proporcje dubu, wobbli, melodii i brzmienia. Nowoczesna produkcja jasno odnosząca się do korzeni poprzez udział Lee Perry’ego i świetnie oba światy – stary i nowy – ze sobą zestawiająca. Uwielbiam. Całkiem niedaleko, bo gdzieś pomiędzy jungle, dubstepem i drumandbassem ulokował się Breakage ze swym „Foundation” z kooperacjami z Burialem, Rodiganem, Donaeo, jak i mnóstwem niesamowitych pomysłów.

Jestem oddanym fanem Marka Ronsona. Za jego „Versions”, za kapelusze, za muzykę dla Amy Wino a teraz też za „Record Collection”, zjawiskowy pop wyciągający z estetyki lat 80. wszystko co najpiękniejsze, tylko nie wieśniactwo, z którym ta epoka wciąż mi się kojarzy. Wciągam ten album tysiące razy bez przeskakiwania z numeru na numer, śpiewając dźwięczne refreny w co drugim kawałku. Hej Mark, jesteś geniuszem i sam to pewnie doskonale wiesz. Z kolei Plan B dał się już poznać jako niezły aktor grający ostrych kolesi z bloków, całkiem pomysłowy producent, raper i wokalista sesyjny (m.in. Chase&Status) a teraz okazuje się, że jeszcze całkiem dobrze daje falsetem. Na tyle dobrze, że jego „The Defamation of Strickland Banks” nie schodzi z mojej prywatnej rotacji i podoba mi się nawet bardziej niż nieco przesadzona stylizacja Mayera Hawthorne’a.

Tyle o przyjemnościach płynących ze słuchania melodyjnego popu. Jednak dźwięki, których bezkompromisowość i kompletna nieprzewidywalność zrobiły na mnie największe wrażenie, pochodziły z albumu „Splazsh” autorstwa Actress. Naprawdę jaram się futurystycznym garagem i całą tą kreatywną spuścizną dubstepu, ale to, co ten koleś zrobił na płycie to wielki środkowy palec pokazany wszystkim dookoła, którzy robią, lubią czy tańczą przy muzyce ogólnie rzecz ujmując tanecznej. Actress to Sun Ra, dzisiejszy wizjoner, ciężko przetłumaczalny na język masy, produktu, marketingu, strategii, idący na wskroś wszystkiego co dzieje się w muzyce wokół niego. Dodatkowym fartem było, że widziałem jego dj set na „Boogie Brain” i chwała ci Panie za to.

Wciąż lubię też posłuchać:
Blackpocket – The Album – bo lubię Steve’a Spaceka
Commix – Re-Call To Mind – za świetne remiksy
Darkstar – 2010 – za trochę synth popu i „Aidy’s girl”
Erykah Badu – New Amerykah part 2 – za to że nie boi się rozebrać w Dallas na środku ulicy
Maddslinky – Make A Change – Zed jest zajebisty
Major Lazer & La Roux presents Lazer Proof – Diplo też zajebisty
Mos Dub – za zrobienie z czarnej muzy jeszcze czarniejszej
Roska – Roska – RoskaRoskaRoska!!! najlepsze funky na świecie
The Roots – 2010 – za to że nigdy nie boją się wyjść poza schemat a Black Thought potrafi oddać pole innym
Unkle – Where The Did Night Fall – ewolucja artysty w wykonaniu Jamesa Lavelle zawsze dostarcza mi wiele radości

Ale najbardziej lubię kompilacje i podcasty. To wygoda podania na tacy creme de la creme, jak „Dj Kicks” zmiksowany przez Kode9, czy „Radio Rothko” Deadbeata. Świetny rok zaliczyła seria Fabric i Fabriclive: jak dla mnie rządzą edycje z Drop The Lime, D Bridge&Instramental oraz Shackelton. Esencjonalną dawką nowoczesnej muzyki okazało się być „Elevator Music vol. 1” również sygnowane przez Fabric, a totalnym objawieniem każdy wypust z oficyny Night Slugs podsumowany wydaną pod koniec roku skurwiale zajebistą kompilacją All Stars no i oczywiście XX-lecie Ninja Tune z albumem dokumentującym tę działalność.

Przez foobara często przetaczali się także: Mj Cole, Zed Bias, L-Vis 1990, Bok Bok, Geeneus, Katy B, Roska, Doc Daneeka, Scratch DVA, Supra1, Phantom, Oneman, Lil Silva, LV, James Blake, Jamie Woon, Ramadanman, Addison Groove, Mosca, XXXY, Deep Teknologi, Deadboy, Spacebumz, Seiji, Kyle Hall, Kingdom, Floating Points, Untold, Alexander Nut, Toddla T, Redlight, Julio Bashmore, Hyetal, Martyn, Brackles, Cooly G, Clubroot, Ikonika, 2562, Zinc, Scuba. Szacuneczek i do zobaczenia w 2011.

, , , , , , , ,

  1. #1 by szy on 30/12/2010 - 2:43 pm

    no i gdzie jest lady gaga pytam się :/

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: